Ryanair zamyka bazy i kurczy się na rajskich wyspach. Miłośnicy ciepłych krajów mają się martwić?

Teneryfa, Lanzarote i Gran Canaria – te 3 bazy zamknął kilka dni temu Ryanair. Irlandzka linia nie wyklucza jednocześnie kolejnych zamknięć i zwolnień w tym kraju, co jest o tyle dziwne, że to zdecydowanie najważniejszy kraj w siatce połączeń irlandzkiej linii.

Słońce, plaża, pyszna kuchnia – Hiszpania jest od dawna najważniejszym wakacyjnym kierunkiem Ryanaira i największym rynkiem w Europie. Z danych AENA, czyli operatora hiszpańskich lotnisk wynika, że w 2018 roku irlandzka linia obsłużyła w tym kraju grubo ponad 46 mln pasażerów. Niestety, problemy z uziemieniem MAX-ów sprawiły, że linia zdecydowała się na cięcie baz operacyjnych i zwolnienia pracowników. W ostatnich miesiącach Ryanair zamykał bazy m.in. w Hamburgu, Norymberdze i Sztokholmie, teraz zaś przyszedł czas na kolejne cięcia.

Choć trzeba przyznać, że nie wszędzie były one tak drastyczne jak pierwotnie zapowiadano – Ryanair zapowiadał bowiem zamknięcie od stycznia bazy w portugalskim Faro, jednak ostatecznie stanęło “tylko” na zabraniu jednego samolotu (w Portugalii zostaną 2) i zwolnieniu 75 osób. Podobnie było w przypadku Hiszpanii, gdzie pierwotnie Ryanair miał zamknąć 4 bazy, jednak ostatecznie stanęło “tylko” na trzech – zachowała się bowiem baza w Gironie.

Jednak w tym przypadku pracownicy Ryanaira musieli pójść na bardzo duże ustępstwa. Podpisali bowiem nowe umowy, w myśl których stali się de facto pracownikami sezonowymi – po zmianach będą zatrudniani przez Ryanair tylko na okres 9 miesięcy w roku, co w praktyce oznacza dla nich redukcję wynagrodzeń o 25 procent. Około 100 pracowników zaakceptowało nowe warunki – ci, którzy tego nie zrobili, zostali zwolnieni.

Natomiast trzy bazy na Wyspach Kanaryjskich zostały zamknięte definitywnie, choć oczywiście Ryanair w dalszym ciągu będzie tam latał.

– Zwolniliśmy w tych bazach ponad 200 osób – to piloci i członkowie załóg. Zamykamy bazy, bo nie mamy wystarczającej liczby samolotów – mówi Darrell Hugues, dyrektor ds. HR w Ryanairze.

Czy to dziwna decyzja? Zależy, z której strony spojrzeć.

Co się zmieni dla pasażerów?

Z jednej strony skupienie się na Hiszpanii nieco dziwi, bo to najważniejszy kraj irlandzkiej linii w Europie. Z drugiej – nie brakuje głosów, że Ryanair wykorzystuje opóźnienie w dostawach Boeingów 737 MAX, by pod tym pretekstem pozbyć się “najdroższych” baz operacyjnych, gdzie najtrudniej negocjuje się z pracownikami. Co zatem z połączeniami z i do Hiszpanii? W przeważającej mierze zostaną utrzymane – Ryanair szacuje, że w 2020 roku liczba pasażerów obsługiwanych z i do tego kraju zmniejszy się zaledwie o 1,5 procent w skali roku. A na niektórych lotniskach, jak np. w Madrycie, są planowane niewielkie wzrosty.

No dobrze, ale skoro baz w Hiszpanii będzie mniej, to kto będzie woził pasażerów? Odpowiedź jest prosta: będą to linie z krajów, gdzie koszty operacyjne są niższe. Takich jak np. Polska, gdzie od jesieni działa Buzz – gdy Ryanair tworzył tę linię, jej głównym celem były właśnie niższe koszty. W efekcie widzimy więc, że Buzz będzie się rozwijał także poza Polską – już “przejął” bazy Ryanaira w Budapeszcie, Sofii i Pradze, a w przyszłości nie wyklucza, że pojawi się także w Europie Zachodniej. Na razie zaś Ryanair przeprowadza tzw. przetrasowywanie – oznacza to, że trasy do Polski, które do tej pory były obsługiwane przez Ryanaira, coraz częściej przejmuje właśnie Buzz.

źródło: fly4free.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *