Pasażerowie Ryanaira uwięzieni 6 godzin w samolocie na płycie! W tym czasie pilot… spalał paliwo

Samolot Ryanaira z Budapesztu na Gran Canarię miał wylecieć o godzinie 6.30 rano. Maszyna była jednak za ciężka, więc… piloci krążyli przez kilka godzin po lotnisku, by spalić paliwo. Z pasażerami na pokładzie. Ostatecznie samolot odleciał ze stolicy Węgier z ponad sześciogodzinnym opóźnieniem.

To był fatalny początek urlopu dla pasażerów wybierających się na Wyspy Kanaryjskie. Tak należy chyba opisać wtorkowe perypetie pasażerów lotu Ryanaira z Budapesztu, o którym od wczoraj piszą wszystkie węgierskie media. Po tym, gdy w samolocie znaleźli się wszyscy pasażerowie, okazało się, że maszyna… nie może wystartować, bo jest za ciężka – zatankowano bowiem zbyt dużo paliwa. Jak to w ogóle możliwe? Z informacji węgierskich mediów wynika, że to kombinacja kilku czynników, czyli pełnego samolotu pasażerów i dużej odległości do pokonania – rozkładowy czas lotów na lotnisko Gran Canaria to 5 godzin i 25 minut.

Samolot nie mógł więc wystartować, bo  ze względu na uszkodzony element odpowiedzialny za spuszczanie paliwa, nie dało się tego zrobić w tradycyjny sposób. W końcu na pomysł wpadli piloci, którzy postanowili… spalić paliwo na lotnisku. Według relacji portalu Index i dziennika “Blikk” samolot miał jeździć przez półtora godziny po lotnisku i spalać paliwo, następnie zaś został on przekierowany do jednego z bocznych sektorów lotniska, gdzie… dalej spalał paliwo. Jak nietrudno się domyślić, nastroje wśród pasażerów były coraz bardziej nerwowe. Pasażerowie narzekali więc na smród spalanego paliwa, ale też na zimno oraz na fakt, że nikt nie podał im choćby wody. Dopiero po 3 godzinach załoga Ryanaira zaproponowała pasażerom… płatny serwis. Na domiar złego, w pewnym momencie do samolotu została wezwana policja, bo jeden z pasażerów nie wytrzymał czekania i zapalił papierosa w toalecie. Interwencja funkcjonariuszy nie była na szczęście potrzebna, bo mężczyzna dobrowolnie opuścił samolot.

Ostatecznie samolot wyleciał z Budapesztu o 12.19, czyli niecałe 6 godzin po planowanym wylocie. Ale to nie był koniec atrakcji, bo okazało się, że maszyna musi zrobić międzylądowanie w Madrycie, by… dotankować.

Ryanair wydał już komunikat w tej sprawie i przeprosił wszystkich pasażerów. Mają oni prawo ubiegać się o odszkodowanie w wysokości 600 EUR. Podobnie jak pasażerowie z lotu powrotnego, bo siłą rzeczy 6 godzin opóźnienia lotu z Budapesztu sprawiło, że później nastąpił też wylot z Wysp Kanaryjskich. Ale to nie koniec kłopotów Ryanaira, bo zbadanie tej sprawy zapowiedział już węgierski rząd.

źródło: fly4free.pl

Admin Zetolot.pl

Założyciel portalu Zetolot.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *