Parawany są dla amatorów. Nasi przodkowie mieli lepszy sprzęt – wozy kąpielowe

Pokolenie naszych praprababek i prapradziadków ze zdziwieniem przyjęłoby widok współczesnych plaż. Wedle dawnych standardów niemoralnych, nieestetycznych, a na dodatek urągających rozumowi i godności człowieka. Na szczęście, przed laty wymyślono sprytne rozwiązanie, pozwalające na spokojne kąpiele w morzu

Plażowanie i kąpiele to względnie nowa rozrywka. Chociaż człowiek miał zawsze dostęp do morza, to przez wieki była to czynność wykonywana indywidualnie – publiczne kąpiele szokowały, niepokoiły, a nawet prowokowały do pytań o poczytalność ich uczestników. Nie pomagały w tym różne bzdury i zabobony, jak choćby głoszony przez św. Hieronima pogląd, że za jedyną kąpiel w życiu chrześcijanina powinien wystarczyć chrzest.

Kąpielom nie przysłużyło się również przekonanie o ich szkodliwości. Dotyczyło to zwłaszcza ciepłej wody, sprzyjającej – rzekomo – zachorowaniom na dżumę. Nic zatem dziwnego, że z publicznej przestrzeni znikły nawet popularne jeszcze w średniowieczu łaźnie. Zostawmy jednak na boku rozważania o poziomie higieny i jego katastrofalnym – po względnie czystym średniowieczu – upadku w późniejszych wiekach.

Kąpiel jako sposób na pozbycie się brudu jest bowiem czymś zupełnie innym od kąpieli w morzu. Przecież współcześnie korzystamy z niej nie dlatego, że jesteśmy brudni, ale dla przyjemności, traktując ją jako formę miłego spędzania czasu, zazwyczaj w towarzystwie innych ludzi.

Przestępca czy niespełna rozumu?

Ze sztywnych norm wyłamywały się – świadomie – jednostki nieprzeciętnej, jak choćby pruski feldmarszałek Blücher. Budził on wprawdzie zdziwienie i zgorszenie, co rano zażywając morskiej kąpieli, ale jako pogromca Napoleona nie musiał przejmować się opiniami innych, ani kwestionowaniem swojego intelektu.

Co innego zwykli obywatele. Według legendy w XIX wieku kilku nieszczęsnych mieszkańców Świnoujścia zostało przyłapanych na nagiej kąpieli. Stróże prawa mieli jednak problemy z dalszym postępowaniem. Nie było bowiem oczywiste, czy amatorów kąpieli należy zamknąć w areszcie, czy skierować do szpitala psychiatrycznego.

No cóż – kąpać w morzu mógł się tylko ktoś niespełna rozumu. Albo marszałek Blücher.

Wozy kąpielowe

Powolna zmiana sytuacji następowała od XVIII wieku, wraz z pierwszymi publikacjami i badaniami, łączącymi morskie kąpiele z dobroczynnym wpływem na zdrowie. Prekursorem był brytyjski lekarz, Richard Russell, który w 1750 roku opublikował dzieło „De Tabe Glandulari”, propagujące zdrowotne właściwości kąpieli.

Sprawa nie była jednak prosta – ultrapruderyjne społeczeństwa nie były gotowe na widok pląsających w wodzie nagusów. Rozwiązaniem okazały się różnego rodzaju wynalazki, jak statki i wozy kąpielowe. Statki kąpielowe były — trzeba przyznać — wyjątkowym kuriozum. Pod ich pokładami znajdowały się zalane wodą kabiny, gdzie zażywający kąpieli mogli pluskać się z dala od ciekawskich spojrzeń.

Wozy kąpielowe były małymi domkami na kołach. Amator kąpieli wsiadał do środka, gdzie przebierał się w strój kąpielowy. Wóz był następnie wtaczany do wody, gdzie bezpośrednio z niego można było wskoczyć między fale. A po kąpieli – gdy mokre ubranie nieprzyzwoicie przylegało do ciała, ujawniając jego kształty – można było błyskawicznie skoczyć do wozu, by przebrać się w niewywołujący sensacji strój.

Wóz wyciągano następnie z wody, a przebrani amatorzy kąpieli wychodzili z niego, już kompletnie ubrani, na plażę. Sprytnie, moralnie, bez budzenia niezdrowych emocji. Nie sposób uciec przy tym od wrażenia, że przy wozach kąpielowych dzisiejsze parawany to nieporadna amatorszczyzna.

źródło: wp.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *