Nikt nie będzie czekał z podróżami aż koronawirus zniknie. Czego więc potrzebujemy?

Jedni czekają tylko na otwarcie granic, innych przekonają dopiero super niskie ceny biletów, ktoś jeszcze spokojnie obserwuje, jakie będą wprowadzone obostrzenia, ale są i tacy, którzy zarzekają się, że czekają z wyjazdami do wynalezienia szczepionki. Czy któraś z tych opcji jest jedyną słuszną? Nie! Czy biura podróży, linie lotnicze, hotele i wiele innych firm w branży turystycznej musi brać pod uwagę każde z tych podejść? Tak! Oczywiście pod warunkiem, że znów chce na nas zarabiać.

To, że podróże po koronawirusie się zmienią jest niemal tak pewne jak to, że prędzej czy później znów będziemy latać niemal tam i z powrotem, po całym świecie i zostawimy za sobą tę jakże nieudaną – pod względem turystycznym – pierwszą połowę 2020 roku. O wiele ważniejszym pytaniem jest jednak to, jak się zmienią? I choć wciąż można jedynie spekulować na ten temat, to z każdym tygodniem mamy coraz więcej informacji, by taką rzeczywistość sobie wyobrazić. Pewne jest jedno – nikt nie będzie czekał, aż koronawirus całkiem zniknie, bo to może nie nastąpić nigdy.

Wiedzą to też przeróżne firmy z branży podróżniczej – od organizacji turystycznych przez linie lotnicze. I coraz częściej odkrywają karty pokazując, że zamierzają spełnić oczekiwania turystów i przekonać ich, że można zacząć z powrotem planować podróże. Tylko czy faktycznie mają rację? Zobaczcie, jak to wygląda w ich oczach.

Potrzebujemy obostrzeń

Szansa na to, że szczepionka pojawi się w najbliższych miesiącach, jest znikoma. Szansa, że uda się całkowicie pozbyć koronawirusa, jest niemal zerowa  Nic więc dziwnego, że kraje na całym świecie – nawet Polska – zaczęły stopniowo poluzowywać wcześniej wprowadzone restrykcje.

Jednak, gdy w jednych dziedzinach obostrzenia znikają, pojawiają się w innych. Właśnie po to, by można było powoli wracać do normalności. Gdy znów będziemy mogli legalnie podróżować, a linie lotnicze wznowią loty, czeka nas szereg nowych zasad.

Lotniska już mówią, że będą starały się wprowadzić rozwiązania, które mogą powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa, np. odpowiednio organizując oczekiwanie na kontrolę bezpieczeństwa poprzez rozstawienie oczekujących w sensownej odległości. Być może na dłużej zostaną z nami także zasady dotyczące wpuszczania osób postronnych do terminali, które wprowadziły niemal wszystkie polskie lotniska. W efekcie, jeśli chcecie odebrać lub odprowadzić kogoś na lot, musicie dokonać wszystkich czynności powitalno-pożegnalnych przed budynkiem portu lotniczego.

Na pewno na dłużej zostanie z nami obowiązek dezynfekcji rąk i zasłaniania ust oraz nosa. Możemy spodziewać się ograniczenia liczby dopuszczalnych klientów w sklepach wolnocłowych czy gości w lotniskowych salonikach. Czekają nas też regularne kontrole stanu zdrowia – jak sprawdzanie temperatury, a być może także będą potrzebne tzw. świadectwa zdrowia. A być może uda się wprowadzić na lotniska psy wykrywające koronawirusa – pracuje nad tym już brytyjska organizacja charytatywna.

I choć wszystkie te zasady mogą wydawać się nieco uciążliwe, to w rzeczywistości wielu pasażerom zapewnią spokojną głowę. Nie da się wyłapać każdego chorego, ale lepiej wyłapać tylko część niż nie robić nic.

Potrzebujemy, żeby linie się wykazały

Nie jest też tajemnicą, że szereg nowych zasad obejmie nie tylko lotniska, ale i pokłady samolotów.

Etihad wprowadza maszyny, które mają wykonywać szybkie rozpoznanie zakażonych koronawirusem, na Tajwanie wszystkie załogi pokładowe muszą nosić odzież ochronną niczym personel medyczny, większość przewoźników wstrzymało serwowanie posiłków w tradycyjnej formie (zastępując je gotowymi produktami wydawanymi w trakcie boardingu), a niektórzy wprowadzili obowiązek posiadania maseczki (np. Wizz Air). Oczywiście wszyscy zapewniają też, że będą na bieżąco dezynfekować samoloty.

Wciąż najbardziej kontrowersyjnym pomysłem jest kwestia pozostawiania środkowego miejsca pustego. Wielu z was zwraca uwagę w komentarzach, że zwłaszcza w tanich liniach – odległość pomiędzy pasażerami w kolejnych rzędach jest tak mała, że blokowanie środkowego miejsca wydaje się być absurdem. Podobnie zresztą sądzi prezes Ryanaira, który zarzeka się, że jeśli taki przepis wejdzie w życie, on nie pozwoli na wznowienie lotów. A jednocześnie niektórzy przewoźnicy nie czekali na rozporządzenia tylko od razu wprowadzili takie zasady – wśród nich jest chociażby Delta.

I choć oczywistym jest, że żadne rozwiązanie nie gwarantuje stuprocentowego bezpieczeństwa, to potrzebujemy wiedzieć, że przynajmniej staraliśmy się o nie zadbać.

Potrzebujemy pomysłów i zachęty (nawet jeśli jest absurdalna)

Mosty powietrzne dla turystów z Czech? Dopłata do biletu lotniczego i hotelu na Sycylii? Bilety za złotówkę, które obiecuje Ryanair? Jeśli coś jest głupie, ale będzie działać, to znaczy, że nie jest głupie. Bierzemy!

Ale sposobów na przyciągnięcie turystów jest więcej. Coraz więcej linii lotniczych zdecydowało się udostępnić pasażerom bardziej elastyczne taryfy, możliwość zmiany biletów, jeśli koronawirus przeszkodzi w odbyciu podróży, a nawet przeceniły dodatkowe usługi – jak chociażby easyJet, który obniżył cenę bagażu. Hotele też na potęgę wprowadzają możliwość darmowej anulacji.

Airbnb zapewnia, że wprowadza nowe sposoby sprzątania, właściciele prywatnych plaż we Włoszech wyliczają dokładnie odległość od jednego do drugiego leżaka, a restauratorzy i barmani chcą obsługiwać wczasowiczów na odległość.

Oczywiście wiele z nich – jak te nieszczęsne włoskie plastikowe parawany czy segregowanie wypoczywających kolorowymi opaskami świadczącymi o stanie zdrowia – jest absolutnie absurdalnych. Ale kto choć raz robił wielką burzę mózgów, ten wie, że czasem z najgłupszej propozycji rodzi się coś całkiem sensownego.

I tak, tęsknimy za podróżami, ale potrzebujemy, żeby linie lotnicze, organizacje turystyczne, hotele i wszystkie inne firmy w branży trochę nas popchnęły do działania. Bo umówmy się, rzeczą, którą najbardziej może skusić turystów – zawsze będą zniżki, promocje i oszczędności. Inaczej tanie linie nigdy nie wykreowałyby tylu kierunków turystycznych, które na pierwszy rzut oka nie miały potencjału. A jeśli to połączy się z pomysłami na to, by nasze urlopy i wyjazdy znów stały się w miarę możliwości bezpieczne – to jesteśmy w domu. A właściwie – wreszcie z niego wychodzimy.

***

I prawdopodobnie dopiero jak te wszystkie rzeczy nałożą się na siebie na raz, wrócimy do podróży w takiej formie jak to miało miejsce przed pandemią. Z poczuciem, że ktoś nas do siebie zaprasza, z poczuciem, że zrobiliśmy sporo, by ustrzec się przed zakażeniem, z poczuciem, że wspieramy branżę, która jest jedną z najmocniej dotkniętych podczas kryzysu koronawirusowego. A przynajmniej większość z nas tak właśnie zrobi.

Do której grupy należycie Wy? Potrzebujecie każdej z tych rzeczy, tylko jednej kategorii a może jeszcze czegoś zupełnie innego? Co zdecyduje, że postanowicie wyjechać pierwszy raz po całym koronawirusowym zamieszaniu? Branża ma rację czy strzela na ślepo jednocześnie strzelając sobie w stopę? Dajcie znać w komentarzach!

źródło: fly4free.pl

Admin Zetolot.pl

Założyciel portalu Zetolot.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *