Młodzi gniewni czy krawaciarze? Od tej odpowiedzi będzie zależała przyszłość latania!

To jedno z najważniejszych pytań w branży: gdy koronawirus odpuści, kto pierwszy wróci do samolotów? Od tego będzie zależało, kto będzie rozdawał karty w branży, którą zrewolucjonizowała pandemia.

Dużo piszemy ostatnio na naszych łamach o linii Wizz Air, ale trzeba przyznać, że węgierski przewoźnik postawił na koronawirusową ofensywę: wznowił kilkanaście połączeń, ogłosił start tras do Abu Zabi czy otwarcie bazy na Ukrainie. A prezes Wizz Aira Jozsef Varadi, wydaje się być w tej chwili największym optymistą w branży. Z czego to wynika? Varadi wyjaśnił to w jednym z wywiadów kilkanaście dni temu.

– Jako pierwsi do latania wrócą młodzi ludzie, latający na urlopy, starsi wrócą później – najpierw będą loty wakacyjne, a później biznesowe. Wykorzystamy to, bo mamy najmłodszą bazę pasażerów w Europie, a nasz ruch biznesowy jest marginalny. Linie opierające się na starszych pasażerach i podróżach biznesowych czeka dłuższy powrót do normalności – mówi Varadi, którego zdaniem tanim liniom powrót do działania na pełną skalę zajmie 1-2 lata, podczas gdy wielu liniom tradycyjnym – nawet 3-4 lata.

Czy faktycznie tak będzie? Eksperci raczej się zgadzają. Organizacja WTCC (World Travel and Tourism Council) wskazuje na to, że jako pierwsi do samolotów wsiądą młodzi ludzie w wieku 18-35 lat – bez specjalnych zobowiązań, nie mogący wysiedzieć już w domowej kwarantannie, a przy tym nie tak bardzo przerażeni perspektywą zarażenia się koronawirusem. Do tego: bardzo łasi na tanie bilety i promocje lotnicze. I to właśnie oni będą głównym celem dla linii lotniczych, które w pierwszym okresie będą z pewnością rzucały na rynek bilety w śmiesznie niskich cenach, byle tylko zacząć latanie i zachęcić do tego pasażerów. Prawie za wszelką cenę.Tym bardziej, że nie będzie to łatwe zadanie – z jednej strony mamy oczywiście ogromną chęć podróżowania, ale z drugiej linie nadszarpnęły też swój wizerunek, nie zwracając młodym ludziom pieniędzy za odwołane z powodu pandemii loty. Nie da się więc ukryć, że skuszenie ich nie będzie prostym zadaniem.

Linie lotnicze nie mają jednak innego wyjścia, bo wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że odbicie nie nadejdzie szybko. Z danych IATA wynika, że co prawda 60 procent pasażerów planuje wrócić do latania w ciągu miesiąca lub dwóch od zniesienia ograniczeń związanych z COVID-19, ale aż 40 procent zamierza czekać z podróżą nawet pół roku lub dłużej! Młodzi mogą sprawić, że te proporcje nieco się odwrócą.

Może to trochę brutalne, ale wielu z Was, drodzy czytelnicy, czyli pasażerowie z grupy 18-35, nie mogący się doczekać powrotu do latania, będziemy trochę szczurami doświadczalnymi, dla których przynętą będzie bilet za 19,99 PLN do Billund czy 39,99 PLN za przelot na długi weekend na Sycylii. I dopiero, gdy starsi (i bardziej majętni) pasażerowie zobaczą, że nie ma nowych zachorowań w wyniku tego podróżniczego restartu, także oni zaczną podróżować (a wraz z nimi zaczną rosnąć ceny biletów).

Na sam koniec wrócą prawdopodobnie pasażerowie podróżujący w celach biznesowych, których powrót jest jak na razie największą zagadką. Z jednej strony – dla linii lotniczych to zdecydowanie najbardziej lukratywni pasażerowie, ale z drugiej – czy ostatnie kilkanaście tygodni z Zoomem, Skypem i innymi telekonferencjami nie pokazały, że wiele z tych eskapad jest po prostu niepotrzebnych? Tym bardziej, że wpadamy prawdopodobnie w kryzys gospodarczy, co oznacza, że firmy będą cięły wydatki, w pierwszej kolejności z całą pewnością na wszelkiego rodzaju “delegacje”.

Z tego punktu widzenia wydaje się, że powrót młodych jest znacznie bardziej pewny. Tym bardziej, że… on już się zaczął!

– Czujemy i widzimy po rezerwacjach, że młodzi ludzie chcą możliwie jak najszybciej wzbić się w powietrze. Widzimy rosnącą grupę ludzi, którzy nie podróżują w ważnych sprawach, ale po prostu – chcą się wyrwać z kwarantanny – mówi Varadi.

Jak przyznaje, w kwietniu poziom obłożenia samolotów Wizz Aira wyniósł ok. 75 procent.

Ale jeszcze wyraźniej widać to w USA. Wzrost liczby pasażerów podrózujących w celach urlopowych ogłosiły tanie linie – JetBlue i Spirit Airlines.

– Widzimy, że ludzie zaczynają trochę więcej podróżować – mówił przed tygodniem Matthew Klein, dyrektor finansowy linii Spirit Airlines.

Z kolei przedstawiciele JetBlue przekonują, że największe wzrosty w liczbie rezerwacji notują na trasach z północno-wschodnich stanów USA na Florydę, co może wskazywać na więcej pasażerów lecących na wypoczynek.

Warto pamiętać też o tym, że młodzi, którzy najpewniej jako pierwsi wsiądą do samolotów, są też grupą, która… jako ostatnia z tych samolotów wysiadła. Przynajmniej w USA – cofnijmy się do marca, gdy “New York Times” i inne najbardziej prestiżowe tytuły w kraju narzekały na młodych, którzy w początkowej fazie kwarantanny nic sobie nie robili z zaleceń, tylko kupowali tanie bilety i latali w najlepsze.

– Widzę to w ten sposób. Albo sytuacja szybko się unormuje, a ceny biletów wrócą do poziomu, w którym raczej nie będzie mnie stać na podróżowanie albo świat się po prostu skończy. Równie dobrze mogę się więc cieszyć podróżami dopóki mogę – mówi 30-letni Joe DeSimone, cytowany przez “New York Timesa”.

W krótkim czasie historia zatacza więc koło – młodzi będą ratowali branżę lotniczą.

źródło: fly4free.pl

Admin Zetolot.pl

Założyciel portalu Zetolot.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *