Miało być super, a jest klapa. Najbardziej znane turystyczne miejsca, które kompletnie Was zawiodły!

Od wieży Eiffla przez Las Vegas i Kretę aż po Koloseum, Bali, a nawet Giewont – gdy zapytaliśmy Was, jakie atrakcje turystyczne solidnie was rozczarowały, nie mieliście litości. Zebraliśmy opinie, które sypały się w ekspresowym tempie i podpowiadamy, które miejsca nie zawsze są tak fajne jak mogłoby się wydawać!

Im większe oczekiwania wobec miasta, atrakcji turystycznej czy samego wyjazdu, tym zazwyczaj trudniej im sprostać. Ale jak tu nie mieć rozbuchanych wyobrażeń, gdy od lat widzicie niezwykłe zdjęcie danego miejsca, wszyscy mówią, że trzeba tam jechać koniecznie, a w dodatku znajdziecie je na wielu podróżniczych listach marzeń?

Kilkanaście dni temu zapytaliśmy was na naszym Facebooku o najbardziej przereklamowane atrakcje turystyczne świata. Chcieliśmy wiedzieć, jakie miejsca was rozczarowały? Które wprowadziły w konsternację zamkniętą w słowach „i o to tyle szumu?”? Gdzie zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością było szalenie bolesne? Wiedzieliśmy, że temat może wzbudzić wiele emocji, ale nie spodziewaliśmy się, że przypadkiem otworzymy podróżniczą puszkę Pandory. Napisaliście ponad 1000 komentarzy, a teraz my spróbowaliśmy je nieco uporządkować. Zobaczcie, co z tego wyszło.

Co Was rozczarowało najbardziej?

Po komentarzach można odnieść wrażenie, że im bardziej znana i kultowa atrakcja, tym trudniej jej zdobyć wasze serca. Na liście pojawiły się absolutne turystyczne klasyki, np. Koloseum.

– W wyobrażeniach i skojarzeniach ze zdjęć: wielkie, monumentalne, na odludziu i peryferiach. W rzeczywistości: dużo mniejsze i przy skrzyżowaniu w centrum miasta – napisała Maggie.

Podobnie było zresztą z piramidami w Gizie, Statuą Wolności, wodospadem Niagara, szklanym tarasem w Wielkim Kanionie i wieloma innymi miejscami, które wymienialiście. Po prostu miały być inne. Większe, bardziej odosobnione, bardziej spektakularne czy mniej zaniedbane.

Najczęściej jednak rozczarowanie nie wiąże się z samą atrakcją, a tłumem, który ją otacza. W tej kategorii pojawiły się m.in. Pompeje, balkon Julii w Weronie, Mona Lisa w Luwrze, Plitwickie Jeziora czy Muzea Watykańskie.  

– Mnie rozczarowały Similany w Tajlandii. Byliśmy już właściwie poza sezonem, a tu takie tłumy. Miało być rajsko, snorkeling, a nie było nawet gdzie ręcznika rozłożyć – opowiada Ola. – Dla mnie takim miejscem był Most Karola w Pradze. Wygląda, jakby go zbudowali od razu z tłumem ludzi – dodaje Sławomir.

Czasem jednak nie chodziło o jedną konkretną atrakcję, a całe miasto. Wśród najbardziej nielubianych pojawiły się m.in. Ateny, Hollywood, Londyn czy Las Vegas.

– Ateny, dla mnie kupa kamieni. Samo centrum miasta bardzo zaniedbane. Czułam się trochę jak na stadionie X-lecia, bazar bazarem poganiał – przyznaje Magdalena. – Jedyna rzecz ratującą to miejsce przed kompletną katastrofa to jedzenie – dodaje Monika. – Mam takie same odczucia. Jechałam tam ze wspaniałymi wyobrażeniami o metropolii, która była kolebką kultury europejskiej, a zastałam kamienie, brud i ogólny nieład – potwierdza także Marta.

Nie zabrakło też negatywnych opinii o Wenecji.

– Wenecja, a szczególnie stosunek Wenecjan do turystów – odpowiada na nasze pytanie Monika. – Moje wspomnienia to smród, smród i jeszcze raz smród – dodaje Justyna. – Zupełnie nie rozumiem zachwytu nad tym miejscem – wtóruje im Monika.

Co jeszcze wymienialiście? Hue w Wietnamie, Bali, opera w Sydney, słynna syrenka w Kopenhadze, Seszele, Betlejem, zachód słońca na Santorini, Big Ben, Pamukkale, a nawet… kolejkę do wejścia na Giewont ?

Nie przerażajcie się, nie wszyscy uważają tak samo

Warto jednak zauważyć, że to, co dla jednych było okropnym rozczarowaniem, dla innych jest spełnieniem marzeń i wcale nie podzielają opinii, że nie warto zobaczyć danego miejsca. Wręcz przeciwnie, często uznawali je za jedno z fajniejszych, jakie odwiedzili.

Wśród takich miejsc znalazł się m.in. Mediolan. Gdy ktoś napisał, że poza katedrą „nie ma tam nic do zobaczenia”, nie wszyscy się zgadzali. Wielu jednak polecało wymienić Mediolan na Bergamo i taka opinia pojawiała się zdecydowanie częściej.

– W Mediolanie jest Ostatnia Wieczerza, Museum Novecento, La Scala… Nie jest to miasto idealne, ale zdecydowanie ma więcej rzeczy godnych uwagi niż katedra, trzeba się tylko trochę przygotować – oponowała Agnieszka.

Największe emocje wzbudziły jednak opinie o Paryżu. Wszak to miasto miłości, jedno z najczęściej odwiedzanych na świecie, uwielbiane przez tłumy. Tymczasem okazuje się, że wśród naszych czytelników nie brakuje też wiernych… antyfanów tej słynnej stolicy.

– Paryż? Próbowałam wielokrotnie i… no nie. Zupełnie nie czuję żadnego klimatu. Co innego małe francuskie miasteczka – napisała Krysia. – Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że Paryż. Wszystko do bólu przereklamowane, no jak nic syndrom paryski – dodała Beata. – Ja zawsze mówiłam, że jak mi się ktoś oświadczy w Paryżu, to z nim zerwę – zażartowała nawet Krysia.

Na szczęście, jeśli marzycie o odwiedzeniu stolicy Francji, to nie nastawiajcie się negatywnie. Nie brakowało też głosów oponentów, którzy przyznali, że kochają Paryż, że chcą i lubią do niego wracać, a samo miasto jest dla nich naprawdę ciekawe i piękne.

Bitwa toczyła się też o Kretę. Gdy jedni mówili, że to okropne miejsce, do którego nie chcieliby wrócić, inni zapewniali, że to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie widzieli.

Dobre nastawienie kluczem do sukcesu

Warto jednak zaznaczyć, że wszystkie opinie były bardzo subiektywne (i dobrze!), co zresztą podkreślało wielu komentujących. Często rozczarowanie nie ma nic wspólnego z samą atrakcją, a jest raczej sumą niefortunnych zdarzeń lub okoliczności. Wystarczy zła pogoda i piękny, wymarzony widok jest zakryty mgłą. Wystarczy zła pora dnia i zamiast kontemplowania zabytków, mamy przepychanki w tłumie. Jak słusznie zauważyła Anna: „Gdyby zsumować te wszystkie rozczarowania, to okaże się, że nie warto nigdzie jechać”. A przecież wszyscy wiemy, że to nie prawda!

Dlatego chyba warto dać wielu atrakcjom drugą szansę. I… nie nastawiać się na niezwykłe wrażenia.

– Im więcej człowiek zwiedza, tym mniej się nakręca, bo bardzo się łatwo rozczarować – podsumował Mirosław. – Jadąc w jakieś miejsce nie mam nierealnych oczekiwań. Udając się w mega turystyczne miejsca nie oczekuję, że nie będzie tam ludzi. To, jak odbieramy dane miejsce zależy od naszego nastawienia, towarzystwa i chęci poznania. Mnie żadne z miejsc, w których byłam, nie rozczarowało, bo zawsze staram się znaleźć dobre strony. Skoro już gdzieś jestem, dlaczego miałabym szukać negatywów? Wystarczy znaleźć dobrą knajpkę, napić się wina, pogawędzić z lokalsami i wszystkie niespełnione oczekiwania przestają być ważne – dodała Jola.

I trudno nie przyznać im racji. Im mniejsze oczekiwania, tym mniejsza szansa, że się rozczarujemy. I może to jedyna słuszna droga, żeby zawsze wracać ze zwiedzania w dobrym nastroju? Zresztą jak widać każdemu podoba się coś innego.

źródło: Fly4Free.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *