Koronawirus zmieni podróże na lepsze? 8 zmian, które doceni każdy podróżnik

Też odliczacie dni do chwili, kiedy będzie można znowu podróżować po świecie? Wszystko wskazuje na to, że podróże zmienią się nie do poznania, ale… nie wszystkie zmiany będą złe. Jest bowiem szansa, że kilka rzeczy z powodu globalnej pandemii ulegnie pewnej poprawie. Jakie to rzeczy? Sprawdźmy.

Zanim zaczniemy, ustalmy na początku jedno – globalna pandemia koronawirusa to największy kryzys, z jakim wszyscy mierzymy się we współczesnej historii. Zwolnienia z pracy, miliony zachorowań, kwarantanna, izolacja, społeczny dystans i zbliżający się kryzys gospodarczy to nasza rzeczywistość ostatnich tygodni. Nie ulega też wątpliwości, że podróże bardzo się zmienią – na naszych łamach pisaliśmy już o tym, jak zmieni się podróżowanie samolotem i jakie zmiany mogą wprowadzić tanie linie lotnicze. W większości przypadków są to zmiany konieczne, ale też dość męczące i w sumie negatywnie wpływające na podróże.

I tak jest też z innymi elementami podróży, ale… odwróćmy na chwilę sytuację i zastanówmy się czy z tego globalnego chaosu mogą wyłonić się jakieś pozytywne skutki, na przykład dla turystów i podróżników. Wbrew pozorom – w długiej i krótkiej perspektywie jest całkiem sporo rzeczy, które potencjalnie mogą zmienić się na lepsze. Porzućmy więc na chwilę kolejne negatywne wieści z frontu walki z COVID-19 i wlejmy w nasze serca trochę nadziei.

1. Będzie taniej (przynajmniej na początku)

Każda globalna recesja wiąże się z kilkoma stałymi punktami – kraje uzależnione od turystyki tracą najmocniej, a sami turyści mają poważniejsze zmartwienia niż planowanie urlopów. Z tej perspektywy wydaje się jasne, że wiele turystycznych miejsc będzie stawało na głowie, byle tylko zachęcić nas do przyjazdu. Precedens już mamy – Sycylia jest gotowa dopłacać turystom do części pobytu, a z całą pewnością takich ofert będzie więcej. Turystycznym miejscom to i tak będzie się opłacało, bo urlopujący turysta (zwłaszcza, jeśli podróżuje z rodziną) zostawi na miejscu wielokrotnie większe środki niż te, które dane miejsce w niego “zainwestuje”.

Podobnie będzie z całą pewnością z cenami biletów lotniczych – na pewno na samym początku po zniesieniu granic i restrykcji będą tanie. Jest mi tu bardzo bliskie stanowisko Michaela O’Leary’ego, według którego w pierwszym etapie linie lotnicze poświęcą nawet ewentualne zyski, byle przekonać do siebie pasażerów. Tym bardziej, że relacje wielu przewoźników z pasażerami z uwagi na problemy ze zwrotem pieniędzy za odwołane loty, można ocenić jako… bardzo trudne (pisząc dyplomatycznie). Nie zmieni tego nawet ewentualna blokada środkowego fotela w samolotach, która pozbawi linie części dochodów. Sami przewoźnicy przyznają bowiem, że w pierwszym etapie nie spodziewają się aż tak dużego zainteresowania podróżami, by miało to dla nich wielkie znaczenie. A gdy zainteresowanie wzrośnie, linie na pewno znajdą sposób, by znieść lub obejść taką regulację (oczywiście z zachowaniem środków bezpieczeństwa).

2. Będzie bezpieczniej – lepszy standard noclegów

Gdy myślę o firmach, w które koronakryzys uderzy najmocniej, pierwszym skojarzeniem jest Airbnb, czyli serwis pośredniczący w wynajmie prywatnych mieszkań. I choć Airbnb coraz mniej przypomina już serwis z początku swojej działalności, gdy właściciele prywatnych domów mogli sobie trochę dorobić do pensji, a coraz bardziej wielką korporację, w której gospodarze zarządzają dziesiątkami czy setkami “apartamentów”, to i tak myślę, że koronawirus będzie dla homesharingu rewolucją. I to nie tylko dla Airbnb, ale też dla Booking.com i innych tego typu serwisów, bo przecież w wynajmie mieszkań pośredniczy coraz więcej platform. Na czym ma polegać problem? Najogólniej mówiąc – na bardzo różnorodnym standardzie oferowanych miejsc noclegowych, w tym także tych, gdzie stan czystości i standard pozostawiają wiele do życzenia.  A zmiany na lepsze? Właśnie wspomniane wyżej lepsze standardy sanitarno-higienicznie. Fakt, że Airbnb i spółka będą zwracały na to większą uwagę, a co za tym idzie – większą uwagę będziemy też na to zwracali my sami przy wyborze noclegu – sprawi, że wkrótce mogą zniknąć z tych serwisów wciąż niestety popularne oferty-krzaki. Na pewno znacie ten schemat – piękne zdjęcia, opisy pełne najbardziej wyszukanych udogodnień, a po przyjeździe na miejscu okazuje się, że połowy rzeczy nie ma, a tak naprawdę mieszkanie to klitka, która na dodatek znajduje się na drugim końcu miasta, bo tutaj “akurat mamy remont”. Głęboko wierzę, że tego typu przypadki zostaną zminimalizowane – będzie to zresztą na rękę całej branży, bo nie da się ukryć – gdy faktycznie zaczniemy zwracać przy rezerwacji noclegu większą uwagę na stronę “sanitarną” danego obiektu, to naturalną przewagę nad “apartamentami” będą miały hotele.

3. Odzyskamy radość z podróżowania

Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo za czymś tęsknimy do momentu, gdy ktoś nam to odbierze – to zdanie idealnie pasuje do sytuacji z ostatnich kilku tygodni. Bo jeśli czytasz ten tekst, to najpewniej podróże są Twoją pasją, zapewne podróżujesz dużo – dłuższe wyprawy na inny kontynent, city breaki… 3 dni w Lizbonie, długi weekend na Malcie i jeszcze krótki wypad do Neapolu – tak jeszcze niedawno wyglądał zapewne miesięczny rozkład jazdy wielu z Was. A skoro tak, to bardzo możliwe, że dopadła Was choroba wielu podróżników, czyli… zblazowanie. Jeździmy dużo i przestajemy doceniać to, co mamy. Podróżnik… nie ma dokąd jechać, bo wszędzie już był, wszystko widział. Dlatego paradoksalnie te kilkanaście tygodni (oby nie dużo dłużej) obowiązkowej przerwy może sprawić, że na nowo odkryjemy w sobie głód podróżowania. A nasza radość z poznawania świata zwielokrotni się tylko. Swoją drogą – które wyprawy wspominacie najlepiej? Bo ja na przykład darzę znacznie większym sentymentem pierwszą wizytę w Budapeszcie sprzed kilkunastu lat, z całonocną podróżą pociągiem i masą przeróżnych przygód, gdy był to mój jedyny zagraniczny wyjazd w ciągu roku, na długo przed erą tanich linii lotniczych. Nie wspominając już nawet o tym, jak bardzo ekscytujące było oczekiwanie na taką podróż. To uczucie, które z czasem zniknęło, a teraz… będziemy mieli sobie okazję o nim przypomnieć.

4. Poznaj swój kraj

To też oczywista oczywistość – niby wiemy, że Polska to piękne miejsce, ale często przekładamy myśli o wakacjach w naszym kraju. Bo dużo ludzi, bo plaże takie zatłoczone, bo na świecie jest tyle miejsc do zobaczenia. Ale wiecie co? Wiele wskazuje na to, że jeśli już naprawdę nosi Was od siedzenia w domu, to w najbliższym czasie nie będziecie mieli wyjścia i chcąc nie chcąc, będziecie musieli postawić na turystykę krajową.

5. Zniknie nadmiar turystów

To jeden z najgorętszych zwrotów ostatnich lat, który w najbliższym czasie kompletnie nie będzie używany. “Overtourism”, czyli niepokojące zjawisko związane z nadmiarem turystów w najbardziej popularnych miejscach takich jak Barcelona , Amsterdam , Dubrownik czy Wenecja , która przegłosowała nawet i była o krok od wprowadzenia biletów wstępu do miasta. Dzisiaj “overtourism” jako zjawisko zniknął z dnia na dzień i jeśli wierzyć ekspertom – problem ten nie grozi nam przez wiele najbliższych lat. Wydaje się też, że sami mieszkańcy dużych europejskich miast, którzy w ostatnich latach raczej kontestowali przybyszów i starali się ograniczyć ich liczbę, teraz nie mieliby nic przeciwko, gdyby turyści do nich wrócili. A wraz z nimi – ich pieniądze. Z punktu widzenia turystów oznacza to z kolei same pozytywy, bo znacząco wzrośnie komfort zwiedzania najpiękniejszych miejsc w Europie. Jednocześnie przy nieco mniejszych kosztach, bo – patrzy punkt 1.

6. Przyroda się odnowi

Z nadmiarem turystów wiąże się kolejny punkt – niszczenia pięknych miejsc i przyrodniczych skarbów. Z problemu zdali sobie sprawę w Azji, gdzie już w 2018 roku zdecydowano się zamykać niektóre turystyczne mekki, jak np. słynną Maya Bay w Tajlandii. Efekt? Zamiast głośnych łódek i turystów – pierwsze rekiny. Zamiast śmieci – rozrastający się koralowiec. Przyroda zaczęła się sama odbudowywać, gdy tylko jej na to pozwolono i wydaje się, że dłuższa przerwa od globalnej turystyki sprawi, że jeszcze wiele miejsc może przejść spektakularną metamorfozę, jeśli tylko nie wrócą tam tłumy.

7. Szansa na nowe otwarcie

Z zamkniętymi plażami (i granicami) łączy się kolejny punkt: ponowne otwarcie turystyki (oby jak najszybciej) daje nadzieję na podróżniczy “twardy reset” i dalszy skręt w stronę turystyki zrównoważonej lub świadomej. Na pewno znacie ten termin – jest to taki rodzaj podróżowania, w którym minimalizujemy nasz negatywny wpływ na środowisko naturalne i lokalną kulturę. Choćby poprzez wybieranie atrakcji, przy których nie cierpią zwierzaki ani nie niszczona jest lokalna przyroda. Oczywiście, taka turystyka bywa nieco droższa, jednak i tak wszystko zależy tu od organizatorów imprez turystycznych – czy będą chcieli przemodelować swoje biznesy właśnie w taki sposób. Mamy nadzieję, że tak się stanie.

8. Luksus za pół ceny? Nie wykluczamy

Tańsze bilety lotnicze, być może promocyjne ceny noclegów – to wydaje się jasne. Ale jest branża turystyki, która w wyniku pandemii ucierpi jeszcze mocniej od lotnictwa – będzie to branża luksusowych statków wycieczkowych. Wszystko zaczęło się od słynnej historii ze statkiem Diamond Princess, na które pokładzie na koronawirusa zmarło 10 osób, a zaraziło się nim ponad 700 pasażerów. Ale takich statków było znacznie więcej – w efekcie ogromne obiekty często przez wiele dni tułały się po świecie, bo żaden port nie chciał ich przyjąć u siebie. Doprowadziło to do sytuacji, w której reputacja całej branży jest mocno nadszarpnięta. Do tego statkom nie sprzyjają też prawdopodobne trendy w turystyce, czyli postawienie na podróże bliższe domu, a już na pewno takie, gdzie w razie wystąpienia kłopotów mamy możliwość uzyskania szybkiej opieki medycznej. Statek wycieczkowy z pewnością nie jest takim miejscem i widać to nawet po badaniach wśród bywalców długich luksusowych rejsów – większość pytanych twierdzi, że nigdy więcej nie zdecyduje się na taki rejs. To z kolei sprawia, że firmy wycieczkowe, chcąc zachęcić pasażerów, będą musiały znacząco obniżyć ceny. Z drugiej strony – nie ma wątpliwości, że takie podróże będą raczej rozrywką dla większych “ryzykantów”, przynajmniej tak długo, jak długo ryzyko zakażenia się koronawirusem będzie istniało.

źródło: fly4free.pl

Admin Zetolot.pl

Założyciel portalu Zetolot.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *