Czarna lista hotelowa. Co potrafią zostawić po sobie turyści

Hałas, bałagan, zniszczone sprzęty i wieczne pretensje. Niektórzy goście przynoszą hotelom więcej strat niż zysków. – Mamy taką czarną listę gości, których nie przyjmujemy. Co roku jest aktualizowana – mówią zakopiańscy hotelarze.

W Sylwestra górskie kurorty przeżywają prawdziwy najazd turystów. O znalezieniu wolnego stolika w barze czy restauracji można zapomnieć, a kwaterę trzeba zarezerwować nawet z półrocznym wyprzedzeniem.

A jak Sylwester, to imprezy, które nie raz są na tyle „huczne”, że zamiast spodziewanych zysków, przynoszą hotelarzom straty.

– Ja rozumiem, że ktoś zostawia po sobie bałagan. W końcu przyjechał po to, żeby się bawić, a nie sprzątać – mówi właścicielka zakopiańskiego pensjonatu. – Ale jak ktoś nie umie korzystać z toalety, to już jest złośliwość. A niestety się zdarza.

Brud

Co serwisy sprzątające znajdują w pokojach, które opuszczają turyści przyjeżdżający na sylwestowe imprezy?

– Zużyte prezerwatywy zawinięte w pościel to najczęściej, z takich bardziej obrzydliwych rzeczy – opowiada sprzątaczka z zakopiańskiego hotelu. – W ogóle produkty higieniczne. Brudne patyczki do uszu walające się po całej łazience, waciki, zużyte podpaski, leżące na podłodze, chociaż kosz jest metr dalej. Czasami ktoś wrzuci do sedesu całą rolkę papieru i zatyka instalację.

– Papierem to niektórzy potrafią się rzucać między balkonami – dopowiada druga sprzątaczka. – Zwłaszcza, jak już sobie popiją. No świetna zabawa.

Bywa, że brud i bałagan turyści zostawiają na złość.

– Raz jeden z gości wysmarował fekaliami ścianę – opowiada właścicielka pensjonatu w Murzasichlu. – Prawdopodobnie na złość naszej sprzątaczce. Pochodzi z Ukrainy i wcześniej usłyszała od tego gościa kilka bardzo przykrych uwag na ten temat.

Problemem jest też palenie w pokojach. Choć jest to zabronione, niektórzy goście nic sobie z tego nie robią.

– Taki pokój trzeba później odświeżyć – mówi właścicielka pensjonatu w Zakopanem. – Opłatą obciąża się gościa, jest to zazwyczaj wpisane w regulamin, ale co z tego że on zapłaci, jak takie odświeżanie trwa? A w szczycie sezonu pokoje są zarezerwowane i ktoś na nie czeka.

Hałas

Weekend przed Sylwestrem, zakopiański hotel, godz. 3 w nocy. W jednym z pokojów otwierają się drzwi balkonowe.

– Jedziemy! – odzywa się, mocno już podpity, gość hotelu. Z pokoju dobiega jeszcze kilka innych głosów. Muzyka dudni, szyby w oknach drżą. Po chwili, w innym pokoju, zaczyna płakać dziecko. Za chwilę dołącza do niego kolejne.
– Sylwester, impreza, ja rozumiem, że ludzie się bawią, że wypiją. Ale czy naprawdę nie można iść na dyskotekę? – mówi jedna z właścicielek pensjonatu w Zakopanem. – Wyszaleć się, wykrzyczeć, wytańczyć. Przecież tyle tu jest dyskotek i pubów. Można się bawić tak, żeby nikomu nie przeszkadzać.

– No co ty, na dyskotekę? – dopowiada druga właścicielka. – Przecież tam za jednego drinka trzeba zapłacić tyle, co za całą flaszkę w sklepie.

Jak się bawić, to się bawić

Huczne imprezy w pokojach nieraz kończą się zniszczeniem sprzętów, a nawet koniecznością remontu pokoju.

– Zachlapane ściany, pęknięte szyby, urwane klamki – wylicza właścicielka zakopiańskiego pensjonatu. – Stłuczonego szkła nawet nie liczę, to trzeba po prostu wliczyć w koszty.

– Któregoś razu zastałem w pokoju złamane drzwi łazienkowe. Złamane. Na pół – opowiada zakopiański hotelarz. – Nie mam pojęcia jak ktoś to zrobił. Gość nie chciał powiedzieć, zapłacił bez słowa. No ale to był spory problem, bo wysoki sezon i pokój był zarezerwowany. Trzymamy oczywiście różne hotelowe sprzęty na zapas, gdyby coś się zniszczyło, no ale drzwi? Całe szczęście, że akurat wtedy nie było pełnego obłożenia i zdążyliśmy je wymienić.

Bo ja przyjechałam z Warszawy

– Przed chwilą przyjechała pani, która już na wstępie zaczęła mieć pretensje o to, że nie ma gdzie zaparkować, bo „przyjechała z Warszawy”. Chociaż na parkingu jest jeszcze miejsce na dwa autokary – mówi hotelarz z Zakopanego.

– Potem jeszcze były pretensje, że nie może wejść do pokoju o godz. 9 rano, chociaż doba hotelowa zaczyna się o godz. 15. Tłumaczyłem, że nawet jeśli poprzedni goście już wyjechali, to ten pokój jeszcze trzeba posprzątać, nikogo nie mogę wpuścić do brudnego. No ale za bardzo nie pomogło – opowiada dalej. – Wie pan, ja nie mam nic do Warszawy czy warszawiaków, sam mam tam rodzinę, ale taki argument że „jestem z Warszawy, wymagam specjalnego traktowania” słyszymy dość często.

Jak twierdzą hotelarze, zdarzają się goście, którzy wyjeżdżają na urlop z zamiarem zrobienia awantury.

– Oferta jest w internecie. Wszystko jest wyraźnie napisane, jaki standard, jakie wyposażenie, jakie usługi, a tu nagle przyjeżdża gość który rezerwował pokój na stronie internetowej i ma pretensje, że nie ma basenu – opowiada właścicielka pensjonatu w Murzasichlu. – No przecież nigdy nie było i nikt nigdzie nie pisał że jest!

– Jeden z gości zrobił kiedyś karczemną awanturę o to, że na imprezie sylwestrowej nie było wszystkich zaplanowanych atrakcji – opowiada właściciel pensjonatu. – Tylko, że impreza trwała do rana, a pan poszedł spać tuż po północy. Wszystkie atrakcje oczywiście były, ale to go nie przekonało.

Opiszę was w internecie

Popularne portale bookingowe, które dają gościom możliwość publikowania opinii o hotelach, stały się bronią dla klientów – cwaniaków.

– „Dajcie mi zniżkę, albo lepszy pokój za tę samą cenę, bo inaczej opiszę was w internecie”. Tak czasami klienci potrafią rozpocząć swój urlop – opowiada właścicielka pensjonatu. – Straszą, że „nie zostawią na nas suchej nitki” jeśli czegoś im nie załatwimy. Czegoś, czego nie ma w ofercie i za co nie zapłacili.

Klient-cwaniak zazwyczaj ląduje na czarnej liście.

– Na szczęście ta „czarna lista” nie jest zbyt długa – mówi właścicielka pensjonatu w Murzasichlu. – Ta druga, ze stałymi klientami, których przyjmujemy zawsze i z przyjemnością, jest znacznie dłuższa.

źródło – wp.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *