Bukowina Tatrzańska. Śmiertelny wypadek na narciarskim stoku. Wiatr zerwał dach, nie żyją matka i córka !

Wypadek w Bukowinie Tatrzańskiej. Do tragicznego wypadku doszło dziś (około godziny 11) na stacji narciarskiej RusinSki w Bukowinie Tatrzańskiej. Nagły podmuch wiatru zerwał drewniany dach z jednego ze stojących przy parkingu budynków wypożyczalni nart, która mieściła się w zaadaptowanej do tego celu przyczepie samochodowej. Konstrukcja przeleciała około 70 metrów i uderzyła najpierw w idących po parkingu ludzi, a następnie w górną stację kolejki krzesełkowej, z której właśnie schodzili narciarze. Zginęła matka i jej 15-letnia córka.

– 21-letnia pacjentka przebywa w stanie bardzo ciężkim na oddziale intensywnej terapii. Miała wykonaną tomografię głowy, klatki piersiowej, brzucha. Niestety jest to uraz wielonarządowy. Rokowanie na tę chwilę jest niepomyślne – mówi Aleksandra Chowaniec-Sibiga, dyrektorka ds. medycznych Szpitala Powiatowego im. Jana Pawła II w Nowym Targu.

Do szpitala – ze względu na stan psychiczny – trafił mężczyzna, mąż i ojciec ofiar, który był świadkiem zdarzenia. Inni świadkowie zdarzenia po wypadku byli wstrząśnięci tym, co się stało. Część z nich siedziała na śniegu i płakała.

Wypadek w Bukowinie Tatrzańskiej: „to była wielka tragedia”

– Cało to zdarzenie to była wielka tragedia – mówił mediom pan Igor, mieszkaniec woj. mazowieckiego i przyjaciel zmarłych kobiet. – Nagle był taki bardzo silny podmuch wiatru i ten dach się oderwał z budynku. Wielka płachta blachy uderzyła w moją przyjaciółkę i jej córki. One wówczas dopiero podchodziły do wyciągu przez parking. Następnie ten dach niemal wepchnął je na zaparkowane obok samochody. Wyciągaliśmy je spod tych aut, gdy dach przefrunął dalej. Natychmiast rozpoczęliśmy ich reanimację.

Teren został zabezpieczony, wyciąg jest zatrzymany i nie pracuje. Narciarzy, którzy utknęli na wyciągu ewakuowano na stok a następnie wywieziono na górę (tam prowadzi droga wyjazdowa) na pokładzie ratraku. Zaraz po wypadku na Podhalu zamknięto większość stacji narciarskich.

Na miejscu wypadku zjawił się prokurator z Prokuratury Rejonowej w Zakopanem oraz policja. Muszą oni ustalić jak doszło do wypadku i czy można było go uniknąć. Trzeba będzie też sprawdzić, czy obiekt wypożyczalni nart, z której urwał się drewniany dach był odpowiednio wykonany. Już jednak nawet prokurator Jacek Dyga mówił podczas spotkania z dziennikarzami o samowoli budowlanej. – To nie miało prawa funkcjonować – zwracał uwagę.

– Śledztwo już ruszyło – przyznała Barbara Bogdanowicz, szefowa zakopiańskiej Prokuratury Rejonowej. – Prowadzone jest ono wstępnie pod kątem przestępstwa z art. 155 KK, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci.

Wiadomo, że był to obiekt tymczasowy umiejscowiony w… przyczepie samochodowej. Z tyłu drewnianego pawilony jest bowiem tablica rejestracyjna. Stacja narciarska RusinSki informuje, że to nie ona prowadziła wypożyczalnie tylko zewnętrzna prywatna osoba.

– Ten zniszczony przez wiatr budynek/kontener stał na prywatnym gruncie zlokalizowanym po sąsiedzku z naszym parkingiem – informuje RusinSki. Stacja dodaje też, że w momencie wypadku wyciąg przy którym doszło do tragedii został wyłączony i nie pracował.

źródło: gazetakrakowska.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *